środa, 29 maja 2013

Makijaż: kolorowa kreska

Hej ;)

Dzisiaj nietypowo, bo na pierwszym planie będzie tęczowa kreska, która jest jeszcze dość nieudolna, bo to dopiero pierwsza próba. Niedługo będę kombinować z łączeniem innych kolorów oraz dokładaniem większej ilości odcieni do kreski, na razie kreska powstała z trzech kolorów z paletki Sleek Respect.




Do makijażu użyłam:

Twarz: 
Annabelle Minerals podkład mineralny Natural Light
Mariza pryzma do makijażu
Annabelle Minerals korektor light

Oczy:
Avon, baza pod cienie
Sleek Respect, cienie: Aretha Orange, O'Jays, Otis Red
Wibo, Growing Lashes Maskara


Usta:
Avon, mini szminka Mirage

Brwi:
Manhattan, cienie do brwi


Jak się zapatrujecie na taki makijaż? ;)

Pozdrawiam
Blanka ;*

wtorek, 28 maja 2013

O oleju kokosowym

Hej ;)
Dzisiaj parę słów o oleju kokosowym większości pewnie bardzo dobrze znanym. ;) Kiedyś omijałam go szerokim łukiem, bo wyczytałam, że może puszyć wysokoporowate włosy, ale miałam kiedyś malutkie opakowanie i nie zauważyłam, żeby coś się złego działo z włosami.
A czy jestem zadowolona po przetestowaniu całego słoiczka?
O tym niżej. ;)







Palma kokosowa nazywana jest „drzewem życia” i nic w tym dziwnego, gdyż jej owoce – kokosy, zawierają wiele zarówno odżywczych, jak i leczniczych składników. Olej kokosowy tłoczony na zimno pozyskuje się z wysuszonego miąższu kokosa (kopry) poprzez mechaniczne wyciśnięcie. Olej ten charakteryzuje się naturalnym, typowym dla kokosa, smakiem i zapachem (dla odróżnienia postać rafinowana jest praktycznie bezwonna). W temperaturze 23-27°C występuje w postaci stałej, przypominając na pierwszy rzut oka smalec. 

Olej ten zawiera niewielkie ilości NNKT, dlatego jest bardzo mało wrażliwy na utlenianie, nie wymaga więc przechowywania w lodówce. Tym samym nie jest podatny na jełczenie.Olej kokosowy w swoim składzie zawiera około 98% nasyconych kwasów tłuszczowych. Podstawowe kwasy n tłuszczowe nasycone to kwas laurynowy 44-51%, kwas mirystynowy 13-18%, kwas palmitynowy 8-12%. Kwas laurynowy znacząco przyczynia się do poprawy odporności organizmu. Znajdziemy go np. w mleku matki.

Olej kokosowy znajduje również zastosowanie w kosmetyce jako krem, balsam, maseczka. Z powodzeniem możemy stosować go bezpośrednio na skórę i włosy, efekt to elastyczna skóra i błyszczące zdrowe włosy. Stosowany systematycznie spowalnia proces starzenia się skóry.


Możecie zobaczyć jak szybko się topi pod wpływem ciepła skóry:





Pojemność: 200 ml
Cena: 20 zł
Dostępność: KLIK W sklepie znajdziecie dość szeroki asortyment, od kosmetyków naturalnych poprzez produkty dla dzieci po zdrową żywność. Natknęłam się również na EkoPędzle oraz dostępne są znane Ecotoolsy.

Jak już wspomniałam olej kokosowy nie był produktem, który muszę mieć. Zazwyczaj celowałam w oleje polecane dla włosów wysokoporowatych, a wszędzie odradzany był właśnie olej kokosowy. Jako wielbicielka kokosów na początku smarowałam sobie nim usta, efekt był dobry, usta były miękkie i nawilżone, ale efekt utrzymywał się dość krótko, mimo to dalej będę nakładać olej kokosowy na usta nawet dla samego zapachu i chwilowego nawilżenia.
Później próbowałam nakładać go również na twarz zamiast kremu, ale to był błąd, bo olej mnie zapchał, ogólnie moja twarz nie lubi się z większością kosmetyków więc nie było dla mnie zdziwieniem, że i olej kokosowy został niezaakceptowany.
Przyszła pora na włosy, prawdę mówiąc trochę się bałam efektu miotły na drugi dzień, ale zaryzykowałam i się opłaciło. Miękkość włosów jest niesamowita, mogę dotykać włosów cały dzień. Nie wiem jak to się stało, że raz nie domyłam włosów po nim, możliwe, że z przyzwyczajenia spłukałam samą pianą, ale pod dwóch dniach z olejem (włosy związałam w koczek) efekt był jeszcze lepszy. 
Na koniec odkryłam, że jest świetny również do demakijażu. Żaden płyn, który dotychczas przetestowałam nie radził sobie tak dobrze ze zmywaniem makijażu jak olej kokosowy. Idealny jest też do demakijażu kosmetyków wodoodpornych. 

Podsumowując, nie słuchajcie opinii jakoby olej kokosowy nadawał się tylko do niskoporowatych włosów, próbujcie na sobie, każdy ma inne włosy i czego innego potrzebują. Ja już się nie rozstanę z olejem kokosowym, właśnie kończę ten słoiczek i kupuję nowy. ;)


Lubicie olej kokosowy?

Pozdrawiam
Blanka ;*

poniedziałek, 27 maja 2013

Wibo Box nr 2

Hej ;)
Nareszcie odzyskałam komputer, chociaż tak naprawdę nie wiem na jak długo. Ledwo dycha już staruszek, a ja przywiązuje się do rzeczy ;) No, ale niestety trzeba będzie zainwestować w jakiegoś młodszego ;)
Na pocieszenie dostałam dziś paczkę z kolejnym Wibo Boxem. ;)

Oto co znalazłam w środku: 



Lovely, Baltic Sand, to 3 niezwykle letnie kolory: intensywnie żółty, kojący morski i uwodząca czerwień, wszystkie o konsystencji piasku. Wystarczy nałożyć pędzelkiem lakier i cieszyć się piaskowym manicure. Manicure wykonany lakierem Baltic Sand długo się utrzymuje i łatwo zmywa za pomocą wacika nasączonego zmywaczem do paznokci.

Lovely, Pearl Base oraz Pearl Nails to zestaw lakierów z kolekcji Under the Sea do przygotowania manicure perełkowego. Perły dekoracyjne nałożone na lakier bazowy tworzą efektowny manicure 3D. Wystarczy wysypać na mokrą warstwę lakieru bazowego perełki dekoracyjne i dokładnie pokryć nimi płytkę.


Zestaw dwóch odżywek:
Eliksir z jedwabiem
Preparat do usuwania skórek


Wibo Matching Foundation, który dzięki lekkiej, satynowej konsystencji dopasowuje się do koloru skóry. Nadaje jednolitą barwę skórze i matowi ją na wiele godzin. Dzięki zawartości witaminy A, C, E i B3 fluid pielęgnuje i odżywia cerę, a prowitamina B5 zapewnia odpowiednie nawilżenie.

Wibo Primer Base


Wibo Lift Lash XXL Volume unosi i pogrubia rzęsy sprawiając, że oczy wydają się większe i bardziej wyraźne. Specjalnie wyprofilowana szczoteczka o nietypowym kształcie podwija nawet bardzo krótkie rzęsy pokrywając je bardzo dokładnie tuszem. Pozwala uzyskać efekt zmysłowego i zniewalającego spojrzenia dzięki zwiększeniu objętości rzęs i podniesieniu ich na cały dzień! Nie skleja rzęs idealnie je rozczesując i nie obciążając.


 Ja jestem bardzo ciekawa piaskowych lakierów, na które czaję się już od jakiegoś czasu. ;)

A Wy? ;)


Co pokazywać jako pierwsze? ;)

Pozdrawiam
Blanka

piątek, 24 maja 2013

Żywe srebro od Lovely

Hej ;)
Dzisiaj chciałam Wam pokazać cudaka o iście srebrnym kolorze. Osobiście nie gustuje w takich kolorach, ale może komuś się spodoba. ;)

Lovely Classic Nail Polish nr 23


Akurat ten lakier to chyba największy niewypał z tej serii. Zacznę od krycia, które wypada tak blado jak paznokcie pokryte 2 warstwami. Na zdjęciu są 4 warstwy, które są potrzebne do pokrycia płytki bez prześwitów. Jedna warstwa daje efekt muśnięcia paznokcia srebrnym brokatem, ale średnio to wygląda. Czas schnięcia jest dość szybki, jednak trzeba pamiętać, że trzeba nałożyć kilka warstw. Zmywanie lakieru sprawia, że odechciewa mi się czegokolwiek, lakier wcale nie chce współpracować ze zmywaczem i  brokat przenosi się na palce. W sumie to mój błąd, bo nie pomyślałam o nałożeniu bazy. Trwałość to około 3 dni, później lakier zaczyna lekko odpryskiwać.
Podsumowując, nie lubię bawić się w nakładanie kilku warstw, poza tym kolor nie jest w moim guście.

Komu się podoba? ;)

Pozdrawiam
Blanka ;*

czwartek, 23 maja 2013

Rok pielęgnacji włosów - co się zmieniło?

W tytule jest rok pielęgnacji pewnie powinnam to zmienić na rok świadomej i regularnej pielęgnacji, bo włosami zaczęłam się interesować trochę wcześniej, ale głównie polegało to na czytaniu i stosowaniu czegoś raz na jakiś czas. Byłam niezadowolona z efektów, bo wszystko chciałam "już, teraz i natychmiast", bardzo szybko się zniechęcałam nie widząc efektów, a widząc piękne włosy dziewczyn na blogach. W końcu wzięłam się za swoje włosy. Pierwszym krokiem było wyrzucenie prostownicy, tak wyrzucenie, chciałam ją schować, ale pomyślałam, że będzie mnie kusiła, a tak nie ma i już. Teraz się z tego śmieje, ale wtedy to była trudna decyzja, ponieważ wkurzały mnie wywijające się włosy, odciśnięte od gumki i wymiętolone po nocy. Codziennością było wieczorne mycie, oczywiście odżywka raz była raz nie, ale częściej nie było, bo się nie chciało. Następnie tarcie włosów ręcznikiem, żeby szybciej wyschły, rozczesywanie grzebieniem, co z tego, że połowa została na grzebieniu, przecież w końcu je rozczesałam i na koniec spanie w rozpuszczonych ,mokrych włosach. Z rana wyglądałam oczywiście jakby mnie ktoś prądem poraził więc zaczynało się prostowanie włosów, oczywiście nagrzaną na maxa prostownicą, w ciągu dnia zawsze coś się wywinęło czy podkręciło i było prostowanie ponownie, oczywiście bez zabezpieczenia albo zabezpieczone (!) Biosilkiem. Po zdjęciach ze ślubu, które mną wstrząsnęły zabrałam się za siebie, raz było więcej zapału raz mniej, a kilka razy odpuściłam na dłużej, bo nie widziałam efektów. Jednak rok temu postanowiłam stanowczo wziąć się w garść i od tamtej pory jestem już regularna i na szczęście pielęgnacja włosów weszła mi już w krew.

Jakie błędy popełniałam?
- niszczenie gorącym powietrzem
- niecierpliwość przy braku efektów
- brak równowagi między nawilżaczami i proteinami
- spanie z mokrymi włosami
- czesanie mokrych włosów, a raczej rwanie
- nie ścinanie włosów, szkoda mi było długości
- na początku odstawiłam wszystko z silikonami i z SLS-ami
- suszenie włosów na słońcu
- włosy myłam codziennie mocnym szamponem
- ściskanie włosów w ciasnym kucyku


Jak zmieniły się włosy?
- nie są już wiszącym smętnie kłaczkiem, którym nawet kot miałby problem się udławić
- nie boję się już podcinania włosów, to klucz do zdrowych włosów
- włosy odzyskały blask i zyskały nawilżenie
- odkryłam, że jednak mam proste włosy, pokruszone przez prostownice same się łamały i wywijały


Co zmieniło się w mojej pielęgnacji włosów?
- odstawiłam prostownicę, lokówkę i suszarkę (suszarki używam tylko w nagłych wypadkach)
- nie śpię z mokrymi włosami, przeważnie myję rano i daje im wyschnąć naturalnie
- nie przyciskam włosów torbebką czy pasami w samochodzie
- rozczesuje włosy przed myciem, a potem po całkowitym wyschnięciu
- regularnie podcinam końcówki włosów, jeżeli trzeba to więcej
- zaczęłam interesować się składami kosmetyków
- odstawiłam wszelkie kosmetyki do stylizacji
- przestałam sugerować się czyimiś hitami, kiedyś od razu po to leciałam, a później był zawód
- zabezpieczam końcówki włosów kropelką oleju lub jedwabiem
- spłukiwanie włosów chłodną wodą
- stosuje maski, wcierki i odżywki
- zaczęłam interesować się półproduktami i kręcić własne produkty
- zaczęłam olejować włosy, gdzie wcześniej pukałam się w czoło "olej na włosy?"
- zaczęłam masować i nawilżać skórę głowy
- związuje włosy na noc w warkocz lub w luźny koczek
- włosy myję codziennie, ale delikatnymi szamponami
- odkryłam, że nie tylko szamponem można umyć włosy ;)
- i najważniejsze od tego zaczęło się pisanie bloga, wchodziłam głównie na blogi o pielęgnacji włosów i postanowiłam założyć swojego


Co chciałabym jeszcze zmienić?
- na pewno chciałabym przestać farbować włosy 
- utrzymać pielęgnacje włosów i się nie zniechęcić
- zapuścić zdrowe na całej długości włosy
- zawalczyć o gęstość, masa małych włosków już jest \
- zadbać o prawidłową dietę


Porównanie:


                                   Przed:                                                            Początek drogi czyli cięcie:

Aktualnie. 
Nie jest to jeszcze koniec drogi, bo czeka mnie jeszcze wiele pracy.


Powiem tak, ogrania mnie przerażenie jak można coś takiego zafundować własnym włosom i to z własnej głupoty. Jestem świadoma tego, że moje włosy z cienkich nie stanął się nagle grube, bo to fizycznie niemożliwe, ale jeżeli mam możliwość zmiany kondycji, nawilżenia i ogólnego wyglądu to będę do tego dążyć. A Was przestrzegam głównie przed prostownicą, bo to ona wyrządziła największą szkodę moim włosom.

Pozdrawiam
Blanka :*

środa, 22 maja 2013

VIRTUAL Fashion Mania

Hej ;)
Dzisiaj chciałam Wam pokazać lakier, który kupiłam już jakiś czas temu za kolosalną cenę 1,99 zł. ;) Nie miałam styczności z tymi lakierami więc postanowiłam wziąć ostatnią sztukę elektryzującego koralu i soczystego różu. Dzisiaj o świecącym koralu. ;)

Virtual Fashion mania nr 75


Fashion Mania gwarantuje doskonałe, krycie już po nałożeniu pierwszej warstwy lakieru.
Efekt końcowy, wzbogacony jest o lustrzany połysk o maksymalnej sile. Osoby mające problem z długim schnięciem lakieru na paznokciach, mogą być pewne, że tutaj tego nie doświadczą.
Ten szybkoschnący kosmetyk nie odpryskuje oraz nie odbarwia płytki. Zawiera długotrwałą, winylową bazę oraz wygodny pędzelek do aplikacji. Jest hypoalergiczny, w składzie brak toluenu i formaldehydu.
Dostępny w dziesięciu kolorach.


Długo zwlekałam z jego użyciem, bo po ciemniejszych lakierach mam taką masakrę na paznokciach, że trudno je później doprowadzić do ładu. Oczywiście myliłam się, lakier zszedł bez problemu i nie odbarwił płytki. Co do krycia mnie satysfakcjonuje jedna warstwa, ale dla lepszego efektu można nałożyć dwie warstwy. Kolor mi się podoba, myślę, że będzie ładnie wyglądał do opalonej skóry. Najważniejszy jest czas schnięcia, lakier schnie naprawdę szybko, parę minut i jest całkowicie suchy. Trwałość również jest zaskakująco dobra, trzyma się na moich paznokciach już dokładnie 7 dzień i jedyny mankament to lekkie ścieranie się końcówek, ale to chyba większość lakierów tak ma.
Podsumowując bardzo dobry lakier w niskiej cenie, muszę poszukać innych kolorów.


Jaki jest Wasz ulubiony lakier do paznokci? ;)

Pozdrawiam
Blanka ;*

wtorek, 21 maja 2013

Nowości w kosmetyczce

Hej ;)
Nie było mnie parę dni na blogu to fakt, ale odpoczęłam i się trochę stęskniłam więc powracam z nowościami. ;) 
Jesteście ciekawe co kryje się w pięknie zapakowanej różowej paczuszce?


Mam nadzieję, że jesteście, bo to będzie dotyczyło także Was. ;))
W różowym opakowaniu kryje się wysuszacz Seche Vite. Już od jakiegoś czasu planowałam zakup wysuszacza (moje nerwy przy wysychaniu niektórych lakierów sięgały zenitu) i oto jest. ;) Pokładam w nim  bardzo duże nadzieje, wiem, że jest dużo pochlebnych opinii na jego temat, ale nie ma się co sugerować w końcu co osoba to opinia. Potestujemy i zobaczymy ;)


Kolejna bardzo potrzebna rzecz jakim są suplementy diety. Okres karmienia piersią zakończyłam już jakiś czas temu więc mogę spokojnie zabrać się za wspomaganie organizmu. Olimp Labs przyszło mi z pomocą.
Gold-Viv A+E idzie na pierwszy rzut, chociaż ciekawi mnie jeszcze Bio-silica, ale na razie jestem po kuracji skrzypem więc teraz przerwa.


Love Me Green - firma, która zapowiada się bardzo ciekawie. Love Me Green jest firmą francuską, która dopiero weszła na polski rynek, ale myślę, że podbije serca wielu osób. Strona firmy jest zachęcająca, nie przesadzona i chce się na niej zostać, to pewnie te kolorki tak działają. ;) Bardzo podoba mi się zamieszczenie składów kosmetyków na stronie, tak powinno być wszędzie, a czasem nawet meilowo nie można doprosić się o skład danego kosmetyku, czy to jakaś tajemnica czy jak? Składy są bardzo dobre, a co do działania zobaczymy. ;)
Paczka zawierała:
- Organiczny Wyszczuplający Balsam Do Ciała Zielona Herbata
- Organiczny Rewitalizujący Krem Do Rąk
- Organiczny Relaksujący Olejek Do Masażu
- Organiczny Witalizujący Szampon Do Włosów


Kolejne to moje zamówienie z Oriflame:
- słynny krem uniwersalny wiśniowy Tender Care
- antyperspirant London
- balsam do ust Wonder Balm
- tusz do rzęs Wonder Lash
- czarna kredka do oczu Smooth Definer
 - olejek kokosowy na gorąco


I zagubiony pilnik wielofunkcyjny, miałam kiedyś taki fajny 3w1, ale gdzieś przepadł. Mam nadzieję, że ten trochę mi posłuży.


Maskę Biovax wygrałam w konkursie organizowanym na facebooku L'biotici. Myślałam, że dostanę niebieską maskę, która widniała na zdjęciu, ale miło się rozczarowałam i mam maskę z nowej serii. 


Chyba już wszyscy wiedzą o informacji o wycofaniu płynu micelarnego z Biedronki. Kurczę czemu jest tak, że jak coś polubię to za jakiś czas i tak to wycofają. Lubiłam się z tym płynem, ale nie szalałam z zapasami, kupiłam 4 butelki, czwarta jest w użyciu. Szkoda, ale może znajdę jakiś jego zamiennik.


Mydełko w płynie kusiło wyglądem i skusiło, wrócę chyba po inne zapachy, bo te bardzo ładnie pachnie, a za 3 zł opłaca się jak najbardziej.


A na koniec niekosmetycznie ;)

W końcu pojawiły się podgrzewacze pomarańczowo-waniliowe, miałam już dość tych mdłych bzowych i kwiatowych, które wcale nie pachniały, a tylko się paliły.

A może są tu mamusie, które skusiły się na biedronkowy trójpak body? ;)
Podobne kupiłam jakiś czas temu, bo pomyślałam, że za 2 dychy to nie szkoda jak będą słabej jakości, ale się zdziwiłam, bo służą mi jeszcze do dziś i nic złego się z nimi nie dzieje, także te kupiłam na zapas, bo są jeszcze za duże. Oczywiście musiałam się spóźnić i wybrali mi wszystkie beżowe, kurczę czy dziewczynka musi nosić tylko róż? Słowo daje nie myślałam, że tak ciężko jest znaleźć jakieś uniwersalne kolory dla dzieci. Nie przeciągam już, bo to nie o tym temat. ;)


Co Wam najbardziej wpadło w oko?

Co powiecie na konkurs? ;)

Pozdrawiam
Blanka :*

środa, 15 maja 2013

W odcieniach różu

Hej ;)
Zazwyczaj do makijażu używam różnych odcieni brązu, ale czasem trzeba przełamać rutynę i zmalować coś innego. Tym razem postawiłam na róż. Wydaje mi się, że makijaż w odcieniach różu sprawia wrażenie zmęczenia, chyba trzeba próbować innych kolorów, jednak efekt nie jest chyba aż tak zły. Ostatnio miałam dość czerwone oczy od uczulenia jednak teraz jest to efekt zamierzony, różowej kredki na dolnej powiece. Do makijażu użyłam paletki Oh So Special, która już od dłuższego czasu czekała na wypróbowanie i jak na razie jestem nią zachwycona. 






Twarz: 
Revlon Colorstay 150 Buff
Mariza, róż do makijażu
Annabelle Minerals korektor light

Oczy:
Avon, baza pod cienie
Sleek Oh So Special: Organza, Ribbon, Pamper, Bow
Oriflame, Wonder Lash Maskara

Brwi:
Manhattan eyebrow kit, cienie do brwi

Usta:
Avon, Mini szminka Mirage


Podoba się Wam czy raczej nie lubicie różu w makijażu?


PS. Dzisiaj wyjeżdżam i wracam w niedzielę, także na Wasze komentarze odpowiem jak wrócę. Będę miała też sporo do nadrobienia na Waszych blogach więc nie piszcie za dużo. ;))

Pozdrawiam
Blanka ;*

wtorek, 14 maja 2013

Lovely Classic Nail Polish nr 271

Ostatnio były lakiery z serii Gloss Like Gel więc przyszedł czas na serię Classic. Dzisiaj zaprezentuje Wam lakier o duochromatycznym wykończeniu. Wszystko pięknie i ładnie, ale mam co do niego mieszane uczucia. 



Zbliżenie na paznokieć: 


Sprawdzona i ulepszona formuła w nowym opakowaniu. Jeszcze dłuższa trwałość i blask. W serii Classic znajdują się lakiery sprawdzone przez tysiące Polek. Stonowane i klasyczne kolory o wysokim połysku. Mięsisty pędzelek doskonale rozprowadza lakier i dokładnie pokrywa płytkę kilkoma płynnymi ruchami.


Moim zdaniem to chyba najgorszy z lakierów z tej serii pod względem krycia i czasu schnięcia. Właśnie dlatego zdjęcia są jakie są, nie miałam cierpliwości tyle czasu czekać, aż wyschnie. Po 1,5 h nadal były odciśnięte miejsca na paznokciach. Po trzeciej próbie wymiękłam więc jest jak jest. Do pełnego krycia potrzeba minimum 2 grubych warstw, przy czym i tak w niektórych miejscach widać prześwity. Lakier ma dość glutowatą konsystencję, która jak mi się wydawała występuje w lakierach imitujących żelowe, ale tutaj jest podobnie. Na plus zaliczam bardzo ładny kolor lakieru, który w zależności od światła mieni się na odcienie granatu i fioletu. Podsumowując albo muszę się zaopatrzyć w cierpliwość albo w wysuszacz, jedno z dwóch na pewno. ;)

Pojemność: 8 ml
Cena: 5,80 zł
Dostępność: drogerie Rossmann

Podoba się Wam? 

Pozdrawiam
Blanka ;*

poniedziałek, 13 maja 2013

Kosmetyki naturalne Talia24 + informacyjnie

Hej! ;)
Jak Wam minął weekend? U mnie było piękne słońce, a na zakończenie pojawiła się burza, w sumie to dobrze, bo już nie było czym oddychać.

Na początku pochwalę się paczuszką, którą dostałam w ramach współpracy ze sklepem Talia24. Bardzo podoba mi się asortyment sklepu, bo znajdziemy tam różne ciekawe produkty od kosmetyków naturalnych przez kosmetyki ajurwedyskie po kominki. Oczywiście jako pierwszą przetrzepałam w sklepie kategorie z kosmetykami do włosów i chciałabym prawie wszystko, ale daje sobie czas na zużycie do końca dwóch jakichkolwiek kosmetyków do włosów i dopiero kupienie następnych, ale do rzeczy. Do testów dostałam:


Peeling cukrowy zielona herbata - pachnie obłędnie

Maseczka różana z kwasem hialuronowym:

Balsam do ciała z masłem shea - róża z pomarańczą:


I zabieram się do testów ;)

---------------------------------------------

Zapewne prawie wszystkie już wiecie, a jego fanki na pewno, że wycofują biedronkowy płyn micelarny. Ja go bardzo lubiłam, jako jeden z niewielu nie podrażniał mi oczu, a tu taki psikus. Zresztą można się było tego spodziewać, po tym jak wycofali peeling i krem do rąk, które też lubiłam, ale nie zdążyłam zrobić zapasów. Teraz nie popełnię tego błędu, kupiłam już 4 butelki na zapas i zaopatrzę się chyba w więcej, bo ciężko mi było znaleźć dobry i niedrogi płyn micelarny.

Też będziecie za nim tęsknić czy macie innych ulubieńców?

-----------------------------------------------------

Mam jeszcze dobrą wiadomość ;))

Wiecie, że od 23 do 26 maja z okazji Urodzin Drogerii Rossmann obowiązuje rabat - 40% na kosmetyki kolorowe i pielęgnację twarzy ;))

Skusicie się? ;))
Mój portfel pewnie opustoszeje ;)

Pozdrawiam
Blanka ;*

sobota, 11 maja 2013

Lovely, False Lashes vs Wibo Growing Lashes

Dzisiaj zapraszam na post porównujący dwie maskary jednej macierzystej firmy, mowa tu o Wibo. Zielony tusz jest moim ulubieńcem od dłuższego czasu, maskarę Lovely używam od jakiegoś tygodnia. 

Lovely False Lashes "Efekt sztucznych rzęs"
vs
Wibo Growing Lashes, maskara pogrubiająca i stymulująca wzrost rzęs




Porównanie szczoteczek:

Maskara Lovely:

Opis producenta:
Maskara nadająca efekt sztucznych rzęs. Posiada dużą, niesilikonową, gęstą szczoteczkę. Dostępna w kolorze czarnym.

Cena: ok. 13 zł

Pojemność: 11 g

Dostępność: drogerie Rossmann

Moja opinia:
Tusz znajduje się w opakowaniu o kolorze żarówiastej fuksji, lubię mocne kolory, bo łatwo je znaleźć w kosmetyczce. ;) Szczoteczka tuszu jest gruba, za gruba, bardzo ciężko pomalować nią dolne rzęsy tak, aby nic nie rozmazać. Co do obietnic producenta o "efekcie sztucznych rzęs" to owszem da się go uzyskać, jednak jest to jednoznaczne z mega sklejeniem rzęs i efektem grubych pajęczych nóżek, dlatego wolę nakładać jedną warstwę, góra dwie. Niesamowicie podoba mi się efekt kolorystyczny, osiągamy efekt naprawdę czarnych rzęs. Tusz wydluża rzęsy, ładnie je pogrubiając, szkoda tylko, że o rozdzielenie rzęs już trudniej w jego przypadku.


Maskara Wibo:


Opis producenta:

Najnowszej generacji maskara aktywnie wzmacnia i wydłuża rzęsy oraz stymuluje ich wzrost. Zawarte w formule odżywcze proteiny jedwabiu, D-Panthenol i kolagen dodatkowo wzmacniają, regenerują, chronią i pielęgnują osłabione torebki włosowe, a unikalne peptydy wspomagają naturalny wzrost rzęs.

Cena: ok. 10 zł

Pojemność: 8 ml

Dostępność: drogerie Rossmann

Moja opinia:
Zielona maskara to moje największe odkrycie w kategorii tuszy do rzęs. Nigdy nie osądzałam kosmetyku po cenie, ale totalnym zaskoczeniem było to, że maskara Wibo bije wszystkie dotychczas przetestowane przeze mnie maskary na głowę! Silikonowa szczoteczka była dla mnie nowością, zazwyczaj brałam tusze z grubymi szczoteczkami, ale one przeważnie sklejały mi rzęsy. Tusz Wibo precyzyjnie rozdziela i mocno wydłuża rzęsy. Nawet jeżeli nałożymy kilka warstw tuszu rzęsy nie będą sklejone i nie osiągniemy efektu pajęczych nóżek, a rzęsy będą bardzo ładnie pogrubione. Maskara nie osypuje się i nie podrażnia oczu, mimo, że nie jest wodoodporny zimowa aura mu nie straszna.  Dużym plusem są również mocne kolory tuszy Wibo dzięki czemu łatwo je znaleźć w kosmetyczce czy w szufladzie.


Wibo: 

+ nie skleja rzęs
+ ładnie rozdziela
+ silikonowa, cienka szczoteczka
+ niska cena
+ wydłuża
+ nie rozmazuje się
+ łatwo dostępny 

- lekko się osypuje pod koniec dnia
- czerń nie jest głęboka
- brak pogrubienia

Lovely:

+ głęboka czerń
+ wydłuża
+ pogrubia
+ łatwo dostępny 

- efektu sztycznych rzęs brak
- za gruba szczoteczka
- lekko skleja rzęsy



Podsumowując, złączyć te dwa tusze w jeden - wyszedłby ideał. Niestety, nie jestem w stanie wybrać spośród tych dwóch jednego, chociaż bardziej skłaniam się ku tuszowi Wibo. Moim najlepszym sposobem jest stosowanie obu maskar na raz. Zaczynam od Wibo, którym podkreślam też dolne rzęsy, w trakcie nadaje rzęsom odpowiedniej czerni tuszem Lovely, a na końcu rozdzielam rzęsy tuszem Wibo, oto mój sposób na dwa uzupełniające siebie tusze. ;)

Pozdrawiam
Blanka ;*

czwartek, 9 maja 2013

Feromony - no to działają czy nie?

Hej! ;)
Dzisiejszy post będzie dotyczył bardzo kontrowersyjnego moim zdaniem tematu jakim są feromony. 
Czy osoby nieśmiałe zaczną pod ich wpływem wydobywać z siebie potok słów?
 Czy w małżeństwie, w którym opadło już pierwsze uczucie zdołają rozpalić wcześniejszą rządzę? 
Jak myślicie?



Obietnice producenta:


Jak działa BTB?
BTB to feromony nie tylko o charakterze seksualnym, ale również socjalnym. Działają jak zapachowy afrodyzjak. Zarówno kobiety, jak mężczyźni chętniej Cię słuchają, są szczerze zainteresowani Twoją osobą i tym co mówisz. Wzbudzasz respekt mężczyzn oraz szczere zainteresowanie kobiet. Ludzie patrzą na Ciebie z podziwem i uznaniem. Stają się gadatliwi, zwierzają się, są bliscy i bezpośredni. Czasami wręcz nie mogą przestać przy Tobie mówić. Jeżeli jesteś z partnerem blisko, feromony zawarte w BTB spotęgują Wasze doznania erotyczne. BTB to feromony, które w pierwszej kolejności otwierają ludzi, następnie w kontekście erotycznym stymulują seksualnie. Ludzie są bardziej zrelaksowani, czują się przy Tobie komfortowo. Są przyjaźni i rozmowni. Ze względu na fakt, iż BTB poprawia kontakt i otwiera ludzi, jest również idealnym produktem dla zastosowań biznesowych. W sytuacjach intymnych BTB potęguje doznania Twojej partnerki (lub partnera), sprawiając, że chwile, które z Tobą przeżywa stają się chwilami, które pamiętać będzie do końca swojego życia.

Co zyskasz?
  • dobry kontakt, większa otwartość rozmówcy, zwiększone zaufanie
  • zainteresowanie i zauroczenie Twoją osobą
  • pobudzenie i dobre samopoczucie, większa pewność siebie, towarzyskość i bezpośredniość
  • autorytet i poważanie, pozycję lidera
  • dwukrotne zwiększenie podniecenia w sytuacjach intymnych (udowodnione naukowo!)

Jak BTB wpływa na Ciebie?
Czujesz, że potrzebujesz więcej odwagi i pewności siebie? Feromony zawarte w BTB wpływają również na Ciebie. Związki te bezpośrednio stymulując narząd nosowo-lemieszowy w Twoim nosie sprawiają, że stajesz się bardziej pobudzony, pewny siebie i towarzyski. Nie ma to nic wspólnego z efektem placebo. Jeżeli potrzebujesz dodatkowej dawki adrenaliny i komunikatywności, BTB będzie dobrym wyborem. BTB poprawia również Twoje samopoczucie. Może również wpływać na zwiększenie Twojego libido.

Jak pachnie BTB?
Każdy 10ml flakon zawiera 4mg czystych feromonów w alkoholu etylowym. BTB sprawi, że Twój zapach nabierze zupełnie nowego wymiaru. Kobiety będą uwielbiać zapach Twoich perfum połączonych z BTB for Men. Mężczyźni szaleją na punkcie perfum łączonych z BTB for Women. Aby dać Tobie możliwość stosowania BTB wraz z własnymi perfumami, BTB nie zawiera żadnych dodatków zapachowych. Zaaplikuj kilka kropel BTB na nadgarstki oraz szyję, użyj perfum jak co dzień i baw się dobrze!

Cena: 183 zł
Pojemność: 10 ml

Moja opinia:
Feromony chodziły za mną już od długiego czasu, byłam bardzo ciekawa czy to działają i na jakiej zasadzie działają. Wyobraźcie sobie sytuację gdzie idzie kobieta, bez makijażu w powyciąganym dresie, z poszarzałą skórę i papierosem w ręku, a za nią sznureczek facetów, a to wszystko dzięki paru kroplom feromonów. Kurczę, ja jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić. Zastanawiam się też jak mają się owe feromony do naszych naturalnych feromonów, które wytwarza nasze ciało. Wszystkie punkty, które producent wyłonił jako to co zyskamy dzięki feromonom to moim zdaniem pic na wodę. Jak osoba nieśmiała, zamknięta w sobie ma stać się nagle otwarta, co więcej ma stać się autorytetem i liderem, z jakiej paki ja się pytam? Feromony przetestowałam na mężu, który zachowywał się normalnie jak zawsze, nie zauważyłam jakiegoś innego zachowania czy większego niż zwykle pożądania. Zaaplikowałam też kroplę na nadgarstki i szyję, przed zakupami w hurtowni, jednak tu również nie zauważyłam działania feromonów. Jednak domyślam się na czym może polegać ich fenonomen, osoby, które zaopatrują się w feromony muszą tego potrzebować czyli wychodzę z założenia, że są to osoby nieśmiałe potrzebujące czegoś na odwagę. I działa to moim zdaniem efekt placebo, uważamy, że mamy na sobie super ekstra feromony to możemy podbijać świat. Testowanie było fajnym doświadczeniem, bo w końcu zaspokoiłam swoją ciekawość, jednak, żebym miała się skusić, to nie. Piwo też jest dobre na odwagę. ;))

Stosowałyście kiedyś feromony? 
Co o nich sądzicie?
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.