sobota, 7 października 2017

Kilka słów prywaty ... + aktualizacja (miła niespodzianka)

Aktualizacja ...

Kochani dziękuję za wszystkie komentarze pod wpisem, wychodzi na to, że ile osób tyle opinii. Sporo jednak pokrywa się z moimi spostrzeżeniami. Mam dla Was (i dla siebie) niesamowitą wiadomość. 
Firma Savicki oferująca biżuterię zainteresowała się naszą historią i postanowiła podarować nam takie same obrączki jakie nam zginęły! To niesamowite, że są jeszcze firmy, które nie są nastawione na czysty zysk, a potrafią zainteresować klienta tak miłym gestem.
Przyznam szczerze, że marka Savicki była dla mnie nieznana, zapewne dlatego, że wszędzie mamy bijące po oczach reklamy marek, w których nie do końca jakość idzie w parze z ceną, o czym niestety boleśnie się przekonałam, a takie perełki są schowane w czeluściach internetu. ;)


Dziękujemy jeszcze raz! Będzie to cudowna forma odnowienia naszej przysięgi. ;)

*************************

Chciałam dzisiaj poruszyć pewien temat, który od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju i jestem bardzo ciekawa Waszej opinii. Większość z Was jest pewnie na etapie zakładania rodziny lub posiada już rodzinę. Czasy zmieniają się bardzo drastycznie, przyznaję szczerze, że mocno mnie to przeraża, tym bardziej, że mamy dwie córki. Wiadomo, że wszelkie technologie zmieniły się na lepsze, ale wydaje mi się, że podejście do życia zmieniło się na dużo gorsze. Temat dzisiejszych dzieci jest tematem rzeką, ale bardzo ciekawi mnie jedna rzecz: rozwody. 

Kiedyś rozwodów było zdecydowanie mniej, obecnie na każdym kroku mam jakieś rozwiedzione małżeństwo. Zastanawia mnie przyczyna. Czy naprawdę niezgodność charakterów możemy uznać za powód? Czy nie umiemy pójść na kompromis? Czy może rutyna powoduje chęć zmian? Tylko czy te zmiany będą stałe? W każdym związku nadchodzi szara codzienność, jest to nieuniknione. Jednak nawet po kilku latach trzeba utrzymywać tą iskierkę, która nas połączyła.

Przeraża mnie to jak łatwo jest coś przekreślić. Czy nie warto naprawić zanim się czegoś pozbędziemy? Idealnym odzwierciedleniem wielu dzisiejszych małżeństw są sprzęty domowe. Produkowane w ten sposób, żeby już się nie opłacało naprawiać. 

Jestem mężatką od 6 lat, oboje jesteśmy strasznymi nerwusami i uparciuchami. Bywa ciężko, bo mamy trudne charaktery, ale mamy jedną zasadę, której się trzymamy: nie kładziemy się spać pokłóceni. Możemy trzaskać drzwiami, krzyczeć, ale nie obrażamy się, bo słowa ranią najbardziej, a te wypowiadane pod wpływem złości są nieprzemyślane. 
Poza tym fajnie się czasem pokłócić, nawet dla oczyszczenia atmosfery i samego godzenia się. ;)


Przez te 6 lat małżeństwa bywało różnie, jednak dla mnie najważniejsze jest to, że z każdej sytuacji wychodzimy razem. Każde z nas ma swoje zainteresowania i pasje, bo moim zdaniem nie sztuka spędzać każdą chwilę razem. Staramy się siebie zaskakiwać, bo to podtrzymuje dobre relacje. 
Zdaje sobie sprawę z tego, że 6 lat to tak naprawdę żaden wyczyn, jednak coraz więcej w moim otoczeniu rozwodów i myślę, że aktualnie dziwić może fakt, że ktoś jest w jednym związku, a rozwody stają się coraz bardziej 'naturalne'. 

6 rocznica chyba nie bez powodu nazywa się żelazna. ;) Nerwy musimy mieć żelazne, a ponadto żelazne stają się nasze relacje.
Nasza tegoroczna rocznica będzie na pewno przez nas zapamiętana na dłużej, jednak nie z tej pozytywnej strony. Podczas wakacji zgubiliśmy albo zostały nam skradzione obrączki. Bardziej skłaniamy się ku kradzieży, bo przeszukaliśmy wszystko dookoła i jak kamień w wodę. Możliwe, że była to dla nas bolesna nauczka, żeby ich nie ściągać. Przez tyle lat nie zdejmowaliśmy ich nawet do remontu mieszkania i mimo wszystko nadal były jak nowe. Pamiętam jeszcze moment ich wybierania, kiedy to oboje mieliśmy w myślach płaskie, ścięte obrączki, najprostsze, bez zbędnych udziwnień. Sama również nie chciałam ozdobnych kamieni, bo chciałam, żeby były takie same. Poza tym ozdobny miałam pierścionek, więc jak na mój minimalizm biżuteryjny było wystarczająco.
Jest nam żal tym bardziej, że to był to nasz pierwszy wspólny zakup, oczywiście nie licząc sprzętów gospodarstwa domowego. ;) Jednak mąż znalazł pozytywną stronę naszej straty, moja obrączka nie będzie przyciągać płci przeciwnej. ;) Tylko czy to faktycznie prawda z tą mocą przyciągania przez obrączkę na palcu?

Swoją drogą przy okazji naszej straty usłyszałam też wiele głosów, ze śmiesznymi dla mnie zabobonami, jakoby teraz po stracie obrączek nasze drogi miałyby się rozejść. Tak jakby symbol naszego małżeństwa miał decydować o naszym losie. Nigdy nie wierzyłam w przesądy, ba, nawet mojemu mężowi zegarek kupiłam, a przecież podobno kupując go liczę czas do rozstania, czy coś równie śmiesznego. Zdaję sobie jednak sprawę, że wiele osób wierzy w przesądy i nie zamierzam tego w żaden sposób negować, każdy wierzy w co chce.

Mimo tej przykrej sytuacji, nadal jesteśmy kochającym się i wspierającym małżeństwem, przecież tak naprawdę obrączki to tylko symbol naszej miłości. Mam nawet wrażenie, że takie sytuacje zbliżają do siebie dwoje ludzi, nas nasza zguba na pewno zbliżyła. Dodatkowo mamy teraz wspólny cel: zbieramy na obrączki! ;) Zazwyczaj zbieraliśmy na prezenty dla siebie wzajemnie, a teraz mamy wspólną skarbonkę. ;)
Mam nadzieję, że będziemy świętować niejedną okrągłą rocznicę, bo kto jak nie my ;)



Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania. Jak się zapatrujecie na kwestię rozwodów? Jesteście za tym, żeby starać się naprawić czy lepiej odpuścić i szukać szczęścia dalej?

30 komentarzy:

  1. Jestem jak najbardziej za ratowaniem związku. W końcu z jakiegoś powodu się pobraliśmy, są dzieci i trzeba mieć też wzgląd na nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o ratowanie tylko ze względu na dzieci to chyba nie warto. Dzieci muszą mieć kochających się rodziców, jeżeli jest coś nie tak od razu zauważą.

      Usuń
  2. Jestem za ratowaniem związku, ale w każdej relacji dochodzi się do takiego momentu ze może nie być co ratować. I jeśli ludzie maja się przez całe życie męczyć to lepiej zakończyć. Z mężem jesteśmy trzy lata po slubie, a razem jesteśmy 10 lat. I nigdy nie miałam momentu zwątpienia, a ostatnie dwa lata, walka o nasza córkę tylko nas umocniły. Ale jak w każdym związku trzeba iść na kompromisy, trzeba się wspierać i rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to chodzi, żeby ratować muszą chcieć obie strony. Czasem właśnie problemy umacniają związek bardziej niż sielanka.

      Usuń
  3. Dawniej rozwodów było mniej, bo i więcej małżeństw było zawieranych w kościele, a co za tym idzie istniała (i istnieje nadal) presja społeczeństwa i rodziny "co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela". Więc ludzie tkwili latami w nieudanych związkach ze względu na dzieci lub na to "co ludzie powiedzą". Nie wspominając już o patologiach typu mąż alkoholik, ale ona się nie rozwiedzie, bo ksiądz powiedział żeby trwać w małżeństwie, więc co najwyżej separacja :/
    Upatrywałabym też tego problemu w pochopnym zawieraniu małżeństwa np. "mamy po 20 lat i tak się loffciamy, że się hajtniemy", nierzadko pojawia się dziecko, a potem okazuje się, że młodzi nie byli gotowi, że rodzice tak chętnie nie utrzymują ich na garnuszku. To nie jest kwestia wrzucania wszystkich do jednego wora, po prostu znam kilka takich przypadków, gdzie małżeństwo zawierane było szybko przez młodzież bez doświadczenia i po paru latach się rozwalało i mamy 25-30 letnich rozwodników, co faktycznie w pokoleniu naszych rodziców nie zdarzało się tak często.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że właśnie ta presja miała duże znaczenie, kobiety wstydziły się odchodzić od męża, który nie rzadko pił i podnosił rękę na rodzinę. Teraz kobiety są częściej niezależne i całe szczęście nie dbają o to kto co powie na dany temat.

      Usuń
  4. Dawniej rozwodów było mniej, bo i więcej małżeństw było zawieranych w kościele, a co za tym idzie istniała (i istnieje nadal) presja społeczeństwa i rodziny "co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela". Więc ludzie tkwili latami w nieudanych związkach ze względu na dzieci lub na to "co ludzie powiedzą". Nie wspominając już o patologiach typu mąż alkoholik, ale ona się nie rozwiedzie, bo ksiądz powiedział żeby trwać w małżeństwie, więc co najwyżej separacja :/
    Upatrywałabym też tego problemu w pochopnym zawieraniu małżeństwa np. "mamy po 20 lat i tak się loffciamy, że się hajtniemy", nierzadko pojawia się dziecko, a potem okazuje się, że młodzi nie byli gotowi, że rodzice tak chętnie nie utrzymują ich na garnuszku. To nie jest kwestia wrzucania wszystkich do jednego wora, po prostu znam kilka takich przypadków, gdzie małżeństwo zawierane było szybko przez młodzież bez doświadczenia i po paru latach się rozwalało i mamy 25-30 letnich rozwodników, co faktycznie w pokoleniu naszych rodziców nie zdarzało się tak często.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem rozwódką i rozwód to była najlepsza moja decyzja w życiu. Mój były mąż znęcał się nad nami psychicznie. Dopiero staję na nogi, a rozwód dostałam 2 lata temu, jednak bez pomocy rodziny było mi trudniej.
    Aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję słusznej decyzji ;) Często właśnie przemoc psychiczna jest okrutniejsza niż ta fizyczna. Szkoda, że rodzina nie wykazała się pomocą, moim zdaniem powinna wyciągnąć pomocną dłoń.
      Życzę Tobie powodzenia w nowym życiu i dużo sił ;)

      Usuń
  6. Ja jestem za ratowaniem zwiazku, jednak nie na sile. Kiedy jednej stronie przestaje zalezec, lub przestaje byc fair w stosunku do drugiej, utrzymywanie zwiazku z racji samego slubu przestaje miec sens. Czasem tez zdarza sie, ze cos sie zwyczajnie wypali i wtedy moim zdaniem lepiej poszukac szczescia u innej osoby, otworzyc sie na nowe i czerpac z tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie mamy tylko jedno więc trzeba przeżyć je jak najlepiej. ;) Sam ślub moim zdaniem nie upoważnia do trzymania się jednego partnera z racji samego sakramentu.

      Usuń
  7. Rozwody są iestety coraz częstsze faktycznie, myślę ,że to między innymi przez nieprzemyślane zawarcie związku małżeńskiego, ślub to niesety poważna sprawa i nie należy go brać ze względu na dziecko czy dobra materialne. Zazwyczaj pary które nie rozwodzą się przed ślubem są już ze sobą bardzo długo, ale oczywiście, wiem ,że zdarzają się wyjątki i jest tzw. miłość od pierwszego wejrzenia. Myślę też, że skoro się zawarło oficjalny związek to dobrze by było próbować go ratować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pochopny ślub to chyba coraz częstsze zjawisko. Reguły chyba nie ma, mam w rodzinie przypadek kiedy para znała się 9 lat i w pierwszą rocznicę ślubu był już pozew rozwodowy. A są i związku jak to mówisz z miłości od pierwszego wejrzenia i trwają długo. ;)

      Usuń
  8. Chyba każdy chce wierzyć w ratowanie związku, ale do tego trzeba woli dwóch osób, więc ciężko to globalnie ocenić i czasami rzeczywiście lepiej się rozejść. Żelazna rocznica to piękny czas, gratulacje dla Was i wiele wytrwałości! A wspólny cel bardzo łączy! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! ;)
      Każdy przypadek jest inny, wiadomo. Jednak w dzisiejszych czasach łatwiej przychodzi rozstanie bez prób naprawy. Czasem jednak nie ma już czego ratować, ale spróbować zawsze trzeba. ;)

      Usuń
  9. Współczuję straty obrączek, mamy podobną sytuację, jednak wspólnie z mężem zdecydowaliśmy się na sprzedaż obrączek, kiedy zwyczajnie zaczęło nam brakować na życie. Niestety są to sytuacje nieprzewidziane, ale są rzeczy ważne i ważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie mi przykro, jednak w życiu zdarzają się różne sytuacje. Najważniejsze to trzymać się razem bez względu na okoliczności. Nie mniej jednak życzę Wam wszystkiego dobrego! ;)

      Usuń
  10. Najgorsze wg mnie są śluby z "rozsądku" - wpadłaś, to bierz ślub. Kurcze, czasem ludzie się poznają 10 lat i rozstają, a tu ktoś po pół roku bycia razem wie, że to już na zawsze? No niekoniecznie... drugą sprawą jest to, że czasem ludzie decydują się na ślub w momencie, kiedy do niego jeszcze nie dojrzali - jednak małżeństwo to przede wszystkim partnerstwo, kompromis, a nie tylko bo ja bo ja - bo MY ma być! No i ostatnim aspektem jest to, że kiedyś ratowało się wszystko, a teraz niekoniecznie się chce... dlatego szkoda, że tak wiele małżeństw się rozstaje...
    Życzę Wam wielu okrągłych rocznic!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, rozsądek nie jest najlepszym doradcą. A ślub ze względu na ciążę to już moim zdaniem strzał w kolano. Jeżeli i tak mieliby się pobrać, a ciąża tylko przyśpiesza ślub to jak najbardziej, jednak jeżeli ślub ze względu na ciążę, to lepiej sprawdzić czy odnajdziecie się z związku i później decydować się na ślub.
      Dziękujemy! ;)

      Usuń
  11. A mnie bawią śluby kościelne osób, które na co dzień są niewierzące. No ludzie, nie wierzysz w Boga to po co ci ślub w kościele?! Dla białej sukienki? Bo co rodzina powie? Wielcy ateiści na co dzień, a w dniu ślubu wielcy katolicy. Czy tylko moim zdaniem coś tu nie gra? A potem oczywiście chrzest i reszta tej całej farsy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z idei ślubu kościelnego, dlatego tak to wychodzi. Jestem tego samego zdania, że należy trzymać się swoich przekonań, a nie stosować je wybiórczo.

      Usuń
  12. Jaka przykra sprawa z tymi obrączkami. My bardzo długo zbieraliśmy na te wymarzone więc domyślam, że się taka strata bardzo boli. :(

    Pozdrawiam
    Dagmara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ukrywam, że strata dla nas jest bolesna. Mimo, że to tylko symbol, to z drugiej strony aż symbol naszej przysięgi.

      Usuń
  13. Życzę jeszcze wielu szczęśliwych, wspólnych lat :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Moim zdaniem rozwody są częstsze, ze względu na to, że kobiety stają się coraz bardziej niezależne zarówno mentalnie jak i finansowo. Ile z naszym mam, czy babć dawno rozstałoby się ze swoimi mężami, gdyby tylko mogły same utrzymać siebie i dzieci...? Wydaje mi się, że brak niezależności finansowej "pomaga" w przetrwaniu trudnych chwil we wspólnym życiu. Potem przychodzą te lepsze momenty i niejedno małżeństwo było w stanie tak przeżyć razem kilkadziesiąt lat...Kolejną kwestą jest to, aby obie strony chciały zawalczyć o siebie, o podtrzymanie tego wspólnego "ognia", o to, aby nie dać się rutynie i codzienności. Jeśli tylko jedna strona chce i próbuje, to kiedyś w końcu odpuści...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pewnie w głównej mierze z tego to wynika. Jednak to moim zdaniem dobrze, że kobiety stają się niezależne i rozwijają się. Nie ma chyba nic gorszego niż kobieta uwięziona w domu.

      Usuń
  15. Kiedyś panowała zasada, że wszystko trzeba naprawić. Zepsuła się pralka= naprawiamy, zrobiła się dziura w swetrze = cerujemy, zakładamy rodzinę= dbamy ciągle o t oognisko domowe. Teraz ludzie na związki patrza konsupmcyjnie. Związek ma się opłacać, ma ciągle przynosić zyski, zero strat, a jak się psuje? To zostawiamy, bo przecież innych potencjalnych partnerów jest tak dużo, jak codziennej dostawy jabłek do Tesco. Kiedyś człowiek był też mniej ambitny. CV maksymalnie na pół strony. Teraz chcemy awansować, często zmieniamy prace, chcemy więcej, lepiej itp. tak samo w związkach. NIe jesteśmy gotowi na nudę, rozczarowanie, kłótnie, kompromis. Dążymy do więcej plubień na portalach, większego grona znajomych, obserwatorów, niż na posiadanie realnie 1 życzliwego przyjaciela, tak że reszta świata nie koniecznie wie, ze właśnie kupiliśmy nową torebkę, a za tydzień pijemy Aperola w modnej knajpce. Gubimy się w świecie, bo brakuje nam miłości. Myślę, że najpierw trzeba wiedzieć czym jest miłość i jak o nią dbać, a wtedy szczęście pozwoli nam długo utrzymać związek dwojga odmiennych dusz.
    p.s. życzę powodzenia w zbiórce na obrączki, niech będą symbolem odnowienia waszej przysięgi

    OdpowiedzUsuń
  16. Jaki piękny gest ze strony firmy!!!
    Masz rację, ludzie zwracają uwagę na wszelkie reklamowane Kruki i przereklamowany Apart ( z którego mój pierścionek po 2 latach jest cały porysowany), a w Internecie czają się takie perełki. ;)))

    OdpowiedzUsuń

Komentując wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych.

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.