BALEA PROFESSIONAL odżywka do włosów BEAUTIFUL LONG

BALEA PROFESSIONAL odżywka do włosów BEAUTIFUL LONG

Hej ;)
Z odżywkami do włosów u mnie sprawa ma się następująco: mam ich od groma, ale często zapominam o ich użyciu, czasem z braku czasu, czasem z lenistwa. Jednak niedawno zaczęłam uskuteczniać metodę nakładania odżywki po każdym myciu (czyli codziennie) chociaż na 2 minuty. Wiem już, że rezygnowanie z odżywki to był duży błąd, bo moje włosy ich potrzebowały. 


BALEA PROFESSIONAL odżywka do włosów BEAUTIFUL LONG


Zauważalnie zdrowsze i silniejsze włosy na całej długości- i gładko sunący grzebień. Balea pomoże Ci osiągnąć efekt niesamowicie gładkich i miękkich włosów- bez obciążania. Odżywcza formuła z fito-keratyną i olejkiem Inca Inchi wzmocni Twoje włosy i podkreśli ich długość.

- Kompleksowa opieka z panthenolem zachowuje naturalną wilgotność włosów
- Uszkodzone włosy są wzmocnione, powierzchnia włosów jest idealnie gładka i chroniona przed stresem oraz zewnętrznymi wpływami środowiska 
- Długie włosy są elastyczne, wytrzymałe i idealne na drodze sunącego po nich grzebienia- od nasady do końców kosmyków
- Formuła bez silikonu





Pojemność:
Cena: 12, 50 zł
Dostępność: KLIK


To mój pierwszy produkt z linii Professional z Balea, do tej pory używałam żeli i szamponów, które spisywały się nieźle. Odżywka jest chyba moją pierwszą niemiecką, tak więc byłam jej bardzo ciekawa. Okazja przyszła do mnie sama, ponieważ otrzymałam ją w Cytrynowej Torebce. 

Pierwsze testy wyszły bardzo dobrze, bo moje włosy były bardzo spragnione odżwyki, zaniedbałam to przyznaję. Nakładałam ją zazwyczaj na kilka do kilkunatu minut, w czasie spłukiwania czuć do charakterystyczne zmiękczenie włosów, ale nie czułam już jedwabistości (o ile wiecie o co chodzi), jednak dobrze radziła sobie ze splątanymi szamponem włosami. Mokrych włosów nie czeszę, pozostawiam do wyschnięcia i po tym czasie mogłam już tylko przeczesać włosy palcami, nie zbijały się w strąki, ale były puszyste i lekkie, brakowało mi tylko odpowiedniego dociążenia.

Zapach odżywki jest dość charakterystyczny, przebija dość mocny i ciężki zapach, przy czym wyczuwam również jakąś męską nutę, która nie dominuje, ale jest wyczuwalna. Wydajność odżywki jest średnia, wystarczyła mi na mniej niż 10 użyć, nie liczyłam dokładnie, przy czym ja mam długie włosy. Konsystencja jest średnio gęsta, jednak odżywka nie spływa z włosów.

Podsumowując, z odżywki jestem raczej zadowolona, jednak z braku dociążenia włosów nie zdecyduję się na zakup, jednak niedługo recenzja odżyki, z której jestem w 100% zadowolona i również pochodzi z Cytrynowej Torebki. 


Znacie linię Profesjonalną Balea?
Jesteście zadowolone?


FITOMED mój krem nr 7

FITOMED mój krem nr 7

Hej ;)
Nie wiem czy to tylko moja domena, ale nigdy nie używam jednego kosmetyku cały czas, owszem mam swoich ulubieńców, do których wracam częściej czy rzadziej, ale nigdy nie jest to ciągłość, za dużo nowości, za duża ciekawość innych kosmetyków, z tym, że jeżeli chodzi o produkty do twarzy muszę je dobierać uważnie, uroki wrażliwej cery. Dzisiaj na tapetę wezmę krem Fitomed, jak się sprawdził? Zapraszam na post ;)




Połączenie naturalnego działania przeciwzmarszczkowego z działaniem rozjaśniającym naskórek wyraźnie poprawia wygląd cery. Badania in vivo potwierdzają wpływ cząsteczki kwasu mlekowego na pobudzenie syntezy papilarnego kolagenu skóry, dzięki czemu skóra robi się bardziej sprężysta. Niskie stężenia kwasu mlekowego działają nawilżająco, ze względu na swoje właściwości wiązania wody w wierzchnich warstwach naskórka. Kwas mlekowy (grupa AHA) stosowany w niskich stężeniach rozluźnia spoiwo międzykomórkowe. Zrogowaciałe komórki szybciej się złuszczają odsłaniając „młodsze”, jaśniejsze warstwy naskórka. Spłycają się zmarszczki zaś koloryt skóry staje się bardziej wyrównany. Pozbawiony warstwy zrogowaciałych komórek "młody" naskórek kilkakrotnie lepiej wchłania substancje odżywcze.



Skład: Aqua, Argania spinosa oil, Theobroma cacao glycerin, Hydroxyethyl acrylate, Sodium hyaluronate, Lactic acid, Sodium acryloyldimethyl taurate copolymer, D-panthenol, Trilaureth-4-phosphate caprylic/capric triglyceride, Peg-7 glyceryl cocoate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerine.




Pojemność: 50 ml
Cena: 35 zł
Dostępność: KLIK


Z Fitomedem sprawa się ma tak, że mają bardzo przeciętne i zwyczajne opakowania, ale świetnie działające kosmetyki, do tej pory (a przetestowałam ich już trochę) nie natknęłam się na żaden typowy bubel, co prawda niektóre odpowiadały mi mniej niż inne, ale nie okazały się złe. 

Krem wybrałam sobie na postawie przeznaczenia do cery, ale również przyciągnęło moją uwagę słowo 'rozjaśniający', ponieważ jakiś czas temu moja cera się uspokoiła, ale nadal borykam się z przebarwieniami.

W kwestii zapachu, jeżeli ktoś z Was wąchał kiedykolwiek olej arganowy to może się domyślać jak pachnie krem, nie jest to co prawda czysty zapach, bo dużo delikatniejszy i jest w nim też jakaś lekka słodycz. Jest prawie nie wyczuwalny po aplikacji, także w żaden sposób mi nie przeszkadza, co więcej jeżeli chodzi o kremy, które działają to nie ma dla mnie znaczenia jak pachną, ważniejsze jest działanie. 

Krem na dość gęstą konsystencję, przy czym jest dość lekki, ale moim zdaniem średnio nadaje się pod makijaż dla osoby z cerą mieszaną. Używałam go dwa razy dziennie, jednak z czasem zaczęłam go nakładać tylko na noc, być może to przez kwas mlekowy w nadmiarze. Z działania kremu jestem bardzo zadowolona, moja skóra stała się bardziej promienna i rozjaśniona, przebarwienia powoli, ale stają się bledsze, także obietnice producenta są spełnione. Krem również nawilżył moją suchą skórę na policzkach.

Skład kremu jest całkiem fajny, wielkim plusem jest to, że nie ma w nim parafiny i jej pochodnych, za to jest krótki i konkretny. 


Podsumowując, polecam go dla osób które borykają się z niewielkimi przebarwieniami oraz chcą odzyskać promienny wygląd cery oraz w pewnym stopniu ujednolicić skórę twarzy. Jedynym jego minusem jest krótka data ważności, bo na zużycie mamy tylko 3 miesiące, a przy jego wydajności może to być problemem.


Znacie kremy Fitomedu?
Który z numerowanych kremów jeszcze polecacie?
NOBLE HEALTH – Get Slim Daytime - jak sprawdził się u mnie?

NOBLE HEALTH – Get Slim Daytime - jak sprawdził się u mnie?

Hej ;)
Dzisiaj post niekosmetyczny, jednak na dość ciekawy temat, a mianowicie temat odchudzania i suplementów diety. Sama nigdy nie stosowałam żadnej diety, po prostu nie czułam takiej potrzeby, a poza tym uważam, że życie jest za krótkie na odchudzanie i diety, trzeba z niego korzystać. ;) Jednak czasem lubię wypróbować różne suplementy, przy czym nie oczekuję od nich cudów, wiadomo.




Poznaj właściwości składników aktywnych produktu:
  • Ekstrakt z zielonej kawy oraz ekstrakt z guarany, a dokładnie kofeina w nich zawarta, wpływa na poczucie przypływu energii, zwiększa czujność oraz sprzyja koncentracji.
  • Ekstrakt z zielonej herbaty z EGCG pomaga zwiększyć metabolizm oraz pobudza spalanie tłuszczu.
  • Chrom przyczynia się do utrzymania właściwego poziomu glukozy we krwi oraz wspomaga prawidłowy metabolizm makroskładników odżywczych.
  • Ekstrakt z guarany zwiększa tempo przemiany materii, wspomaga spalanie tkanki tłuszczowej oraz niweluje uczucie głodu.
  • Zawiera naturalny wyciąg z żeń szenia.
  • Zawiera taurynę i L-tyrozynę.
Połączenie składników zastosowanych w Get Slim DayTime wspomaga redukcję masy ciała, stanowiąc idealne uzupełnienie podczas procesu odchudzania

Get Slim Slim Line:
  • Skoncentrowany program dla osób odchudzających się.
  • Czysty, pozyskiwany specjalnie na zlecenie Noble Health ekstrakt z zielonej kawy o wysokiej zawartości kwasu chlorogenowego i kofeiny mający potwierdzone właściwości odchudzające.
  • Zestaw gwarantujący utratę wagi bez efektu jojo.
  • Innowacyjne ściśle opracowane procedury wytwarzania.
  • Trzykrotnie wyższa wchłanialność produktu.
  • Wyłącznie naturalne składniki.
  • Wolny od GMO.

Zalecane spożycie: 2 saszetki dziennie. Zawartość 1 saszetki rozpuścić w szklance wody i dokładnie wymieszać. Tak przygotowany napój należy pić 2 razy dziennie, pierwszą porcję najlepiej spożyć o godzinie 11 i drugą o godzinie 15.
Produkt można kupić tu: KLIK




Cena: 79 zł
Dostępność: KLIK


Z chęcią przystąpiłam do testów suplementu, znajduje się on w poręcznych saszetkach, które wsypujemy do szklanki, mieszamy z wodą i mieszanka jest gotowa do wypicia. Moja chęć nieco osłabła po pierwszym łyku, nie wiem nawet jak określić ten smak, ale ja musiałam się zmusić do wypicia. Jednak powoli zaczęłam się przyzwyczajac i piłam po prostu z zatkanym nosem, pomagało. ;)

Zazwyczaj udawało mi się trzymać regularności, ze 2 czy 3 razy zdarzyło mi się zapomnieć więc moja 'kuracja' miała 15 dni. Jednak mimo wszystko uważam, że 14 czy 15 dni to za mało na zadziałanie tego typu produktu. Jeżeli przeliczymy kurację miesięczną wyjdzie nam prawie 160 zł, także uważam, że jak na suplement diety to sporo.

Efekty jakie zauważyłam to na pewno uczucie sytości i brak wilczego apetytu, często mam tak, że to pewnej godziny mogę nie jeść, a później mogę zjeść wszystko co mi się nawinie pod rękę, a jakiś czas później karcić się w myślach. 

Podsumowując, saszetki nie wywołały u mnie efektu wow, sprawdziły się jako środek hamujący apetyt oraz 'zapychający', jednak wiele warzyw czy przekąsek tak działa, a kosztują o wiele mniej. Ja nie skuszę się na przedłużenie kuracji, jednak nie wykluczone, że na którąś z Was by zadziałał. ;)


Jak sprawdziły się marokańskie kosmetyki?

Jak sprawdziły się marokańskie kosmetyki?

Hej ;)

O kosmetykach marokańskich, orientalnych czy naturalnych słyszy i czyta się wiele, jak jednak w natłoku informacji nie pogubić się w tym wszystkim. Dzisiaj chciałam Wam przedstawić kosmetyki, które co prawda pochodzą z Maroka, ale naturalne nie są i pamiętajcie nie wszystko co z dalekich krajów się świeci. ;)


Szampon z odżywką 2 w 1 z wyciągiem z czarnuszki. Poprawia kondycję włosów i skóry głowy, pieknie pachnie, bardzo wydajny.




Pojemność: 275 ml
Cena: 11,99 zł
DostępnośćKLIK



Zacznę od szamponu, którego byłam bardzo ciekawa, ponieważ zachęciła mnie informacja, że zawiera wyciąg z czarnuszki, o czarnuszce trochę słyszałam i ucieszyłam się, że będę mogła ją przetestować na włosach. Czar prysł już po przeczytaniu składu szamponu, bo czarnuszka owszem znajduje się w składzie jednak jest na samym końcu więc jest jej mniej niż 1% więc szanse na poznanie jej działania zmalały do zera, jednak dałam mu szansę, bo myślałam, że może działaniem mnie zaskoczy. 

Producent obiecuje, że szampon zwalcza łupież, wzmacnia i zapobiega wypadaniu włosów, łupieżu nie mam, ale wątpię, żeby go zwalczył. Jeżeli chodzi o wzmocnienie i zapobieganie wypadaniu to nie oszukujmy się, że tego oczekujemy od szamponu z takim składem. 

Co do działania szamponu to jestem bardzo zawiedziona, szampon niemiłosiernie plącze włosy, przy czym zaznaczam, że nie czeszę mokrych włosów, bo chyba bym się pozbawiła połowy ich ilości. Dopiero nałożenie konkretnej porcji odżywki w pewnym stopniu niweluje efekt, jednak na dłuższą metę i odżywka nie pomaga, bo moje włosy otrzymały od niego zbyt dużą dawkę wysuszenia i maska była konieczna codziennie, dopiero po tygodniu moje włosy odzyskały poprzedni wygląd i nie wyglądały jak spuszona szopa. Plusem jest tylko to, że jest dobrze oczyszczający, jednak przez to wysuszenie dla mnie się nie nadaje.

Szampon sprawdzi się dla osób z bardzo dużym problemem przetłuszczajacych się włosów albo osób, które lubią puch. ;)


Żel pod prysznic z prawdziwym ekstraktem z wanillii, pięknie pachnie, bardzo wydajny.







Pojemność: 750 ml
Cena: 14,99 zł
DostępnośćKLIK


Kolejnym produktem jest wielki żel pod prysznic, nie przepadam za tego typu pojemnościami, ponieważ są bardzo nieporęczne, wiadomo jak jest z utrzymaniem wielkiej butli z wigotnych dłoniach. Żel jest średnio gęsty w kierunku rzadszego, możecie zobaczyć jak rozlewa się po dłoni. 

Działanie typowego żelu pod prysznic, plusem jest to, że nie wysusza i nie podrażnia skóry, ale z drugiej strony również jej nie nawilża. Cena w stosunku do pojemności jest bardzo niska, także żel jest opłacalny. Schody się zaczynają przy zapachu, nie lubię waniliowych zapachów i nie jestem w stanie ich znieść na swojej skórze, dlatego w tym wypadku dobrze, że żel nie utrzymuje się na skórze. Zapach jest dość chemiczny, a wanilia nie do końca jest prawdziwą wanilią, ma w sobie coś drażniącego. Być może inny zapach przypadł mi by do gustu jednak wanilia to nie mój świat.


Podsumowując, oba produkty nie okazały się strzałem w dziesiątkę. Słysząc marokańskie kosmetyki widzę oczami wyobraźni kosmetyki z naturalnymi składami, z mnóstwem olei i ekstraktami w składzie. Te kosmetyki chociaż pochodzą z Maroka, są raczej z 'drogeryjnej' marokańskiej półki, na mnie wrażenia nie zrobiły. 

Marokański rytuał Hammam

Marokański rytuał Hammam

Hej ;)

Jakiś czas temu na spotkaniu blogerek otrzymałyśmy od firmy Ana Collection zestaw miniaturek do rytuału Hammam. Samego rytuału byłam bardzo ciekawa, ale najbardziej czarnego mydła, na które czaiłam się już jakiś czas. Jak sprawadził się na cerze mieszanej? O tym w poście.




Czarne mydło (savon noir) jest naturalnym, niezwykle skutecznym peelingiem enzymatycznym. Wyprodukowane z oliwek, zawiera tylko naturalne składniki. Do stosowania na twarz i ciało, najlepiej w połączeniu z glinką ghassoul i olejkiem arganowym.



Oryginalna glinka ghassoul (rhassoul) z gór Atlas z Maroka. W postaci płytek, w połączeniu z wodą tworzy gęstą papkę. Działa oczyszczająco i ujędrniająco na skórę. Do stosowania na twarz jako maseczka oraz na ciało jako część rytuału hammam.



Olejek arganowy 100%, zamknięty w szklanej butelce, zwany płynnym złotem Maroka. Oryginalny, bezpośrednio z Maroka, posiade certyfikat ECOCERT. Do stosowania na ciało, twarz oraz włosy.



Zacznę od tego, że moja cera jest dość problematyczna, nie dość, że mieszana to jeszcze wrażliwa, bardzo łatwo ją podrażnić. Świecenie się strefy T jestem w stanie opanować chyba tylko za pomocą fixera, ale wiadomo używanie go na co dzień nie wchodzi w grę.

Przechodząc do części właściwej, Rytuał Hammam składa się z 3 etapów:
Etap 1 - przygotowanie skóry, które ma na celu jej zmiękczenie oraz otwarcie porów
Etap 2 - oczyszczenie czyli w ruch idzie czarne mydło
Etap 3 - odżywianie glinką Rhassoul
Etap 4 - nawilżanie za pomocą oleju arganowego

Teraz opowiem Wam krok po kroku jak ja wykonuję ten zabieg. Na początku odkręcam gorącą wodę i trzymam nad nią chwilę twarz, żeby otworzyć pory (dwa razy pominęłam ten krok i efekty były nieco słabsze więc to ważny krok), nawilżam skórę, a następnie nakładam na 5-10 minut czarne mydło. Zmyłam je za pomocą rękawicy Kessa i wody, skóra już na tym etapie jest gładka i bardzo miękka. 

Kolejnym etapem jest rozrobienie glinki, sprawa jest prosta, ale potrzebujemy kilka minut cierpliwości, bo kamyki dość wolno się rozpuszczają, jak już uzyskuję gładką masę dodaję do niej kilka kropli oleju arganowego i nakładam mieszankę na 15 minut, co raz spryskując wodą. Zmywanie glinki nie należy do najłatwiejszych i trochę czasu muszę poświęcić na dokładne jej zmycie. 

Ostatnim etapem jest nałożenie olejku arganowego na twarz, co do najprzyjemniejszych nie należy, bo wiadomo jak wygląda świecąca się twarz i uczucie tłustości, jednak po jakimś czasie olejek wchłonął się całkowicie i mogłam nałożyć krem, ale tego nie potrzebowałam skóra była miękka i gładka, aż chciało się jej dotykać. Chociaż zabieg zajmuje dłuższą chwilę to warto czasem zrobić sobie wieczór z rytuałem Hammam, bo efekty są naprawdę fajne. 

Podsumowując, zabieg polecam szczególnie osobom z cerą mieszaną, ponieważ nie wiem jak się sprawdzi na innych rodzajach cer, ale wydaje mi się, że równie dobrze. Zbieram się do zakupu pełnowymiarowych opakowań i mam zamiar wypróbować zabieg Hammam na całe ciało.




zBLOGowani.pl
Znacie rytuał Hammam?
A może same go wykonujecie? 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Blanka beauty&lifestyle , Blogger