Ostatnio na moim blogu bardzo dużo miejsca poświęcam świadomej pielęgnacji twarzy – kwasom, retinolowi czy ochronie UV. Złapałam się jednak na tym, że skórę od szyi w dół traktowałam nieco po macoszemu, sięgając po przypadkowe produkty. Postanowiłam to zmienić i w ten sposób w moje ręce trafił balsam do ciała SENSIBIOME Prebiotic Skin Care.
Moda na wspieranie mikrobiomu skóry trwa w najlepsze, ale czy prebiotyki w kosmetykach do ciała to faktycznie game-changer, czy tylko kolejny chwyt marketingowy? Po kilku tygodniach regularnego testowania przychodzę do Was z szczerą recenzją!

Balsam do ciała z prebiotykami, postbiotykami i fermentem z Kamelii japońskiej wspiera, chroni i sprzyja naturalnej mikroflorze skóry. Daje uczucie ukojenia oraz intensywnego i długotrwałego nawilżenia. Niweluje uczucie szorstkości i dyskomfortu. Pozostawia na skórze warstwę ochronną, która chroni przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych. Przywraca prawidłowe pH. Jest to preparat odpowiedni do każdego typu skóry, nawet wrażliwej i skłonnej do alergii.
Zanim przejdziemy do moich wrażeń, szybkie przypomnienie: nasza skóra to dom dla miliardów dobrych bakterii, które tworzą tzw. mikrobiom. Kiedy ta bariera jest nienaruszona, skóra jest gładka, elastyczna i odporna na podrażnienia. Niestety, twarda woda, depilacja czy agresywne żele pod prysznic potrafią ten ekosystem mocno zaburzyć. I tu na scenę wkracza seria Sensibiome, której zadaniem jest karmienie tych „dobrych” bakterii i ekspresowa odbudowa bariery hydrolipidowej.
To, co uderzyło mnie na samym początku, to niezwykle lekka, ale jednocześnie treściwa formuła. Balsam nie jest ani wodnisty, ani tłusty. Po nałożeniu na skórę sunie gładko i – co dla mnie kluczowe – wchłania się ekspresowo, nie zostawiając lepkiej, białej warstwy. Zapach: Jest bardzo subtelny, czysty i relaksujący. Nie kłóci się z perfumami, które aplikuję rano, a wieczorem otula do snu w nienachalny sposób.
Moja skóra na ciele ma tendencję do przesuszenia, szczególnie na łydkach i przedramionach. Zdarza się też, że po goleniu jest czerwona i nieprzyjemnie piecze. Jak poradził sobie z tym Sensibiome?
Już po pierwszym tygodniu zauważyłam, że skóra stała się bardziej miękka i "mięsista" w dotyku. Zniknęło nieprzyjemne uczucie ściągnięcia po wieczornym prysznicu. Balsam działa jak taki kojący kompres – skóra po prostu pije ten produkt i natychmiast odzyskuje blask. SENSIBIOME Prebiotic Skin Care to produkt, który z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, a w szczególności posiadaczkom skóry wrażliwej, reaktywnej i suchej. Robi dokładnie to, co obiecuje producent: koi, nawilża i dba o to, by skóra mogła sama skutecznie się bronić przed czynnikami zewnętrznymi.
A jak to jest u Was? Zwracacie uwagę na prebiotyki w kosmetykach do ciała, czy skupiacie się na nich głównie w pielęgnacji twarzy? Znacie markę Sensibiome?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz