poniedziałek, 3 lutego 2020

LAKSHMI regenerujący krem do ciała z ekstraktem z lotosu

Nareszcie koniec ferii, jako dziecko cieszyłam się z wolnego, ale jako rodzic zdecydowanie mniej. Inaczej by sprawa wyglądała jakbym i ja mogła odpocząć. Młodsza odpoczęła za nas wszystkich, bo starszą czekała lektura to czytania, prawie 200 stron. Tak sobie myślę, że ja w 2 klasie miałam chyba mniej obszerne lektury, ale czasy się zmieniają, tylko nie wiem czy na lepsze.

Jestem bardzo nieregularna jeżeli chodzi o balsamy do ciała, często stosuję olejki do kąpieli, żeby nie używać później balsamu. Jest to spowodowane często tym, że bardzo późno chodzę spać i staram się zminimalizować czas poświęcony na pielęgnację. Są też dni, że odbijam sobie to wszystko aż za bardzo czyli dzień SPA. ;)

Ostatnio dzięki portalowi Uroda i zdrowie trafił do mnie bardzo ciekawy produkt: krem do ciała LAKSHMI z ekstraktem z lotosu. Na pierwszy rzut oka bardzo niepozorny krem. Większość z nas przyzwyczaiła się zapewne do drogich produktów w eleganckich opakowaniach. Tutaj mamy zwykłą tubkę z kremem, która skrywa bardzo fajnie działający krem, ale o tym już niżej.




Wyjątkowy krem o aksamitnej konsystencji. Tworzy film ochronny na skórze, zapobiegając utracie wody i pozostawiając skórę jedwabiście gładką. Kwiat lotosu, żeń- szeń i miłorząb japoński zawarte w kremie wykazują działanie antyoksydacyjne, zwalczają wolne rodniki i utrzymują młody wygląd skóry. 



Przyznacie, że wygląd kremu nie wyróżnia się zbytnio niczym. Ot, zwykła tubka. Szczerze i ja nie oczekiwałam od niego cudów, ale zerknęłam na skład (zrobiłam to głównie po przeczytaniu w opisie, że tworzy na skórze film ochronny) i pierwsze skojarzenie było -parafina. Przecież tak właśnie opisuje się ją w kosmetykach, ale nastąpiło miłe zaskoczenie i film tworzą naturalne składniki. Osobiście nie mam nic do parafiny, jeżeli komuś służy to w porządku, mi zapycha skórę, która po użyciu produktów z jej zawartością wygląda jeszcze gorzej niż wcześniej. 
Nie mniej jednak krem ma bardzo dobry skład, znajdziemy tam mnóstwo ekstraktów (z jagód goi, z korzenia lotosu, z żeń-szenia, oleje oraz masła). 

Krem ma zwartą konsystencję jak możecie zobaczyć na zdjęciu, jednak w kontakcie ze skórą delikatnie się rozpływa, pozwalając dobrze się rozprowadzić. Trzeba odczekać chwilę, żeby krem dobrze się wchłoną i faktycznie pozostawia delikatny film na skórze, ale jest on z tych przyjemnych, jedwabistych.

Ciekawą sprawą jest zapach, w tubce nie pachnie jakoś za ciekawie, jednak w kontakcie ze skórą, kiedy wszystkie składniki się połączą pachnie cudownie. Lekko słodko, elegancko i bardzo kobieco, to zapach z kategorii tych delikatnie otulających i lekko perfumowanych, na pewno wielu z Was przypadłby do gustu. 

Dzięki zawartości tylu składników krem bardzo dobrze działa na skórę i jest to działanie długofalowe. Postarałam się o regularność w jego stosowaniu i z czasem skóra staje się gładsza i bardziej nawilżona, a z tym mam problem w okresie grzewczym. Mimo, że tubka ma 250 ml to balsam dzięki swojej formule jest bardzo wydajny.

Znacie zapach lotosu?
A może używałyście kosmetyków Lakshmi?

8 komentarzy:

  1. Nie znam zupełnie tej firmy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapach musi być cudowny. Opakowanie może mało ciekawe, ale skład bardzo przyzwoity.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydałabym każdą kwotę na ten krem. Konsystencja i piękny zapach są moim nałogiem. Bardzo sobie cenię chwile po nałożeniu tego kremu. Jestem zrelaksowana, cera jest ukojona i mam swoje tak zwane 5 minut.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio złapałam się na tym, że coś ładnie pachniało i nie mogłam dojść co. Po chwili wącham jeszcze raz, o to ja! ;) Fajnie się zapach utrzymuje.

      Usuń
  4. Chętnie kiedyś sprawdzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgodze się że skład jest zachęcający. Z przyjemnością wypróbuję

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam kremy o świeżych zapachach _)

    OdpowiedzUsuń
  7. As claimed by Stanford Medical, It is indeed the SINGLE reason this country's women get to live 10 years longer and weigh on average 42 pounds less than we do.

    (And really, it has totally NOTHING to do with genetics or some secret diet and absolutely EVERYTHING to do with "HOW" they eat.)

    BTW, I said "HOW", and not "WHAT"...

    Tap this link to see if this brief questionnaire can help you release your true weight loss potential

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Blanka beauty&lifestyle , Blogger